Pomimo tego, że tamten okres widzę jak przez mgłę, ten jeden dzień rysuje się w mojej pamięci dość ostro i dokładnie. Idąc na pierwszą zbiórkę w maju 2008 roku nie spodziewałam się jeszcze jak bardzo zmieni się moje życie. Życie niemal każdego, kto przyszedł tam wtedy ze mną.
Każdy z nas poszedł tam z innego powodu. Mieliśmy wtedy inne cele, wartości... Nie rozumieliśmy na czym polega służba Bogu i Polsce. Widzieliśmy w tym tylko zabawę, sposób na zabicie czasu... Okazję do poznania nowych ludzi. Czułam się jak Mały Książę, który przybył na nową planetę w poszukiwaniu przyjaciół. Naprawdę wierzyłam, że tutaj mi się to uda. Moja wiara niestety przez lata była wystawiana na próbę. Wiele prób.
A mimo to widziałam w tym coś więcej. Zawsze. Nawet nie wiem, w którym momencie ZHP stało się nie tylko zabawą i planetą Małego Księcia a ... sposobem na życie? Obowiązkiem?
Jeszcze 2 lata temu zrezygnowanie z tego było jedną z najłatwiejszych decyzji jakie mogłam podjąć. Wystarczyło przestać chodzić na zbiórki. Przestać opłacać składki. Zapomnieć. Nie miałam w drużynie nikogo, na kim zależałoby mi choć trochę bardziej niż na własnych czterech literach. To był ten czas, kiedy ludzie, których zaczęłam poznawać w internecie odciągali mnie od rzeczywistości. To oni stali się nową rzeczywistością.
Do 1 września 2012 roku. Na facebooku przyszła wiadomość od ówczesnej komendantki szczepu, że zaprasza mnie na zbiórkę drużyny starszoharcerskiej. Pisała w niej, że bardzo jej zależy bym przyszła. Podobno widziała we mnie wtedy przyszłego instruktora. Domyślam się, że wszyscy dostaliśmy taką wiadomość, ale i tak poczułam jakąś dziwną tęsknotę w sercu. Mundur odłożony na 7 miesięcy do szafki ponownie otulił moje ciało. Czułam się wtedy tak, jak w 2008 roku. Mały Książę odwiedza zupełnie nową, a zarazem starą już planetę.
Dzisiaj jest 9 marca 2014 roku. Rano wróciłam z kursu przewodnikowskiego. Jestem przyboczną w mojej wspaniałej drużynie, bez której nie wyobrażam sobie życia. Ci ludzie są fenomenalni.
Motywują mnie do działa. Dodają mi Odwagi. Sprawiają, że czuję się Silna i uczą mnie Tolerancji.
Każdy z nich jest inny. Każdy ma swoje życie. Ubieramy się inaczej, słuchamy innej muzyki, czytamy inne książki, mamy innych znajomych i inne plany na przyszłość. Jesteśmy kompletnie odmiennymi jednostkami, a mimo to tworzymy całość - najlepszą drużynę na świecie, której nigdy bym nie zmieniła.
Mamy drużynową, która jest moim autorytetem. Jest zaledwie kilka lat starsza ode mnie, a już osiągnęła tak wiele i wciąż brnie do przodu. Została komendantką naszego szczepu, będzie reprezentować hufiec na konferencji w Łodzi... Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. A mimo to wciąż jest z nami. Poświęca nam swój czas, angażuje się. Swoją wdzięczność okazujemy najlepiej jak tylko potrafimy, ale czasem wydaje mi się że to wciąż za mało.
Mogłabym tutaj opisać każdego po kolei, ale obawiam się, że z moją tendencją do lania wody, post pewnie zająłby 30 stron A4. Pewnie poświęcę im jeszcze wiele innych postów. Na każdego przyjdzie czas.
Dzięki mojej drużynie zrozumiałam, że dzisiaj już nie ma odwrotu. Już niedługo stanę się instruktorem. Wychowawcą młodych harcerzy. Może kiedyś nawet zacznę nosić granatowy sznur. Już teraz czuję się odpowiedzialna za ludzi, którzy dodają mi sił każdego dnia. Słuchając ich słów, czytając posty na ich blogach, gdzie piszą jak ważna jest dla nich drużyna czuję, że w tym wszystkim jest jakiś głębszy sens. ZHP to już nie tylko dodatek, ale znaczna część tego, co śmiem nazywać życiem.
Jakiś czas temu ktoś mi powiedział że jak będę mieć 30 lat to pewnie o nich zapomnę. Staną się nic nieznaczącym aspektem. Bzdura. To właśnie dzięki harcerstwu dzisiaj jestem takim człowiekiem, a nie innym.
Tego nikt mi nie zabierze. Nawet Czas.



Uwielbiam twoje posty, piszesz z taką lekkością. Opisujesz swoją przygodę z harcerstwem z takim oddaniem. Widać, że ci na nas zależy <3
OdpowiedzUsuńxoxo
Twoja żona