niedziela, 18 maja 2014

CZŁOWIEK VS. ZWIERZĘ

Wczoraj w mieście, w którym mieszkam mieszkańcy mogli zaobserwować wspaniałe zjawisko jakim jest burza. Pioruny, deszcz i inne takie są wspaniałą atrakcją dla znudzonych ludzi (m.in. dla mnie). Siedziałam więc na parapecie w swoim wspaniałym pokoju i obserwowałam niebo, czekając aż wszystko się zacznie. Można by mnie spokojnie porównać do widza, który w skupieniu ogląda reklamy puszczane przed seansem. Nie spodziewałam się, że coś odwróci moją uwagę. A jednak.

Z mojego okna mam wspaniały widok na ogromny plac ziemi, na którym jeszcze nie tak dawno stały ruiny fabryki. Naprawdę, widać dosłownie wszystko. Zwykle narzekałam na ten beznadziejny obraz, który mnie wita każdego ranka, ale nie wczoraj. Jestem też niemal pewna, że kot, którego życie prawdopodobnie uratowałam, również był wdzięczny za to umiejscowienie mojego okna.



Tak, to nie pomyłka. Uratowałam kota. Przed atakiem czwórki młodych, gniewnych i zbuntowanych chłopców. Kot tak zirytował ich swoim ...oddychaniem?...poruszaniem się? ...życiem?, że niezwłocznie zaczęli rzucać w niego kamieniami. Właśnie miałam coś do nich krzyknąć, kiedy zobaczyłam dwie kobiety idące w ich stronę. Odetchnęłam w duchu z ulgą, pewna, że te zainterweniują. Niestety, pech chciał, że obie były niewidome, głuche i lekko upośledzone, ponieważ przeszły obok, jakby nic się nie działo.

Ten moment uznałam za koniec mojej cierpliwości. W glanach i długim płaszczu zbiegłam na dół (mieszkam w bloku) i szybkim, pewnym krokiem, z wzrokiem seryjnego mordercy podeszłam do chłopców, którzy widząc mnie momentalnie się zatrzymali (wcześniej biegali po placu za kotem). Prawiąc im kazanie nie używałam przekleństw ale nie powstrzymałam podniesionego tonu głosu. Byłam zbyt... zdenerwowana. Widziałam przerażenie w ich oczach, słyszałam jak głos im drży, gdy odpowiadali tekstami w stylu "Ale ja bym nawet do niego nie dorzucił". Jeszcze chwilę stałam tam, czekając, aż kot zniknie z pola widzenia, aż w końcu odwróciłam się i odeszłam.

Właśnie wtedy zrozumiałam, że to nic nie da. 

Szacunku do zwierząt należy uczyć, a nie wbijać go do głowy młotkiem, tak jak ja to zrobiłam. Teraz, ci zbuntowani przyszli podatnicy, pewnie będą robić to znowu i znowu... dla samego buntu. To rodzie od małego powinni im delikatnie wpajać do głowy, że zwierzęta trzeba szanować, a nie z nimi walczyć. Na kogo wyrośnie taki dzieciak? To nie odchodzi z wiekiem. Nie wolno przymykać oczu, bo jest młody. Bo nie rozumie. Jeśli nie rozumie, to trzeba pomóc mu zrozumieć. Z dziećmi trzeba rozmawiać, a nie na nie krzyczeć. To naprawdę dużo daje. Wiem, z własnego doświadczenia (nie, nie mam dzieci - jestem dzieckiem).


Jak inaczej można zwalczać przemoc wobec zwierząt wśród dzieci?


Źródło: http://wd6.photoblog.pl



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz